Stary dom

Wczoraj odwiedziłem
Rodzinny Dom
Ściany przypominały
dłoń matki.
Drewniany dom
płacze resztkami sił
A napis "do rozbiórki"
wyjaśnia zagadkę życia
Więc rejestruję myśli
zdzierając z murów
swe odbicie

Ludzie

Manekiny -
mowa jak wiatr świszczący
i pisk gryzonia
na rozbitej szybie egoizmu
wydrążeni do jęku
w krainie kaktusowej
myję niemy kamień
by przemówił czułością

Aż mądrością
obudzeni w sobie
W cieple tej ziemi
życie podają
- kroplą krwi

Życie

Rozpędzone
jak koło
które się rozpadnie
a człowiek
ustala zasady
dla świata

* * * (Potrącony)

Potrącony skrzydłem Pegaza
chwytam ciszę
przed krzykiem
Intuicją wchodzę
w światło poranka
jak w miłość
Przed dotykiem
wyczuwam
subtelne kształty twego ciała
i blask jaskółczych oczu

Zmiany

Mój świat się zmienia
a ja
nie przestaję istnieć
dla tych
którzy niby mnie rozumieją
świat techniki
zakłóca wyobraźnię
Chciałbym
odkryć twoje ciało

* * * (Zaczekam)

Zaczekam chwilę
lecz czy to świt
czy noc jeszcze
Prowadź mnie
w chwili najmniej spodziewanej
Nad winnicą ptak
już nie skona w powietrzu
zerwę dla niego grona -
myśli
niech rozsypie po niebie

* * * (Zamieszkałaś)

Zamieszkałaś
w moich myślach do bólu
i zostaniesz
choć nie stoisz przy mnie
i nie mogę
ofiarować ci pierścionka dnia
promienie południa pobladły
i słońce
nie poznaje siebie

Puszcza Kozienicka

Tu lipce z koźlakami
i białe konwalie
poziomki pachnące twoimi wargami
i jagody
Każdy owad i ptak
staje się wirtuozem
przy akompaniamencie
drzew
a dla słowika
każda noc za mała
śpiewu
aż sercu
bociany wiją gniazda

Jesienny czas

Łąka żyje własną zadumą
zagląda w oczy bocianom
i nie pozwala kukułce
roztlić w naszych sercach
szczęścia

Czuję się jak księżyc
w blasku bolesnym
i wciąż się zapadam
z wiatrem jesieni

Mówię

Nasza miłość przysiadła
jak pospolita jawa
cieniem kocha dni chmurne
i słoneczne
Mówię do niej
- uspokój wiatr
- przecież przyjedzie
żeby miała
gdzie powrócić

* * * (Dopóki)

Dopóki każda chwila
ciebie zna i mnie
uwijmy azyl
od złości do modlitwy
odsłońmy drzewa
sklejane posoką oczekiwania
na przekór wiatrom
by trwały nieugięte
jak księżyc w oknie

W obłoku życia

Całuję twoje ciało
naprężone jak noc
i ręce
pachnące maciejką
Przyjmuję te chwilę
jak łaskę
i wspinam się w chmurę miłości
w różnych kształtach
wiatru co wie
prawie wszystko
o życiu zagmatwanym
I płaczę nadzieją

Co o nim wiesz

Co wiesz
No i co wiesz
o tym co ci zaufał
w chwilach trwogi
który czeka nawet
na fałszywy blask
miłości
Świętuj własną urodę
w śnie
gdy on
jak pies zlizuje rany
z zakrwawionej nocy
Co o nim wiesz

Rozmowa z...

Twoje listy
jak skrzydła synogarlic
z naszyjnikiem cienia
jak zapach ciała w śnie

ty jedyna ocalasz od śmierci
i noc staje się czysta
w gwiazdach wróżebnych

więc podziel się ze mną
owocem twojego drzewa

Przesłanie
Kochanej córce Ewie

Gdy weźmiesz do ręki
tomik moich myśli
zamkniesz się w ramach dni
a albo w muszli z echem nocy

Żaden ptak
nie będzie skazą w pamięci
mędrcy pochylą się spokojem olimpu
Czterolistną koniczyną
pożegnasz zagadki słów
i nauczysz się zapominać

Wczoraj i dziś

Dzięki tobie ujrzałem tęczę
I nie boje się szczęścia
choć piękno
jak niebezpieczny dar
zatraca mnie na oślep

Może uzgodnię wolę Najwyższego
i obudzę w sobie słowo
jak światło w tunelu
aż nadam tęsknocie kształt

Rozważania

Gdy namalujesz wargami
listki nadziei
gdy pozwolę ci odejść
Wiatr kradnie słowa
gorących ust
wschodzą dla ciebie
dla tej jednej nocy

Jeżeli odejdziesz
będziesz dalsza niż księżyc
ale uśmiechaj się
Jeżeli pozostaniesz
obudzę echo stu dzwonów
i noc dopasujemy
do naszych pragnień

Pieszczoty

Ponownie ręką rysuję jej biodra
i talię
prosząc o łagodny wymiar
w chwili gdy ciało
sprzeciwia się wieczności

Świerszcze jeszcze śpią
a ja dotykiem ust
czynię świt jej nieba
gdy mówi "prawdziwy mężczyzna"
i osuwa się bezsilnie

Do mojej pani

Grzechem nieskończonej imaginacji
nucisz pieśń niepojętą
uśmiechasz się błyskiem porozumienia
i nadmiarem uczuć
wchodzisz w mój dzień
jak słońce
Drzewom i kwiatom
oddajesz łagodne gesty

Całuję Twoje piersi
wargami drażnię skórę

Nie ma piękniejszej chwili

Wreszcie

Spacerkiem wyobraźni
rozkwita wyziębiony oddech
Twoje ciało spełnia niebo
noce nie są dokuczliwe
czas nie przypomina trąby powietrznej
Wreszcie czuję
że jesteś

Chwila

Jędrnymi sutkami
podjudzasz wyobraźnię
Zachłannie
czuję oddech ziemi
ze słońcem twego ciała
kos gra intymnie
na strunach pajęczyny
która oplata nas
Cienie chwieją się
podążając za cieniem wiosny

Zatracenie

Pytasz mnie jedyna
jakbym był przyczyną
Twoich grzechów
To niebo płacze gwiazdami
Ja zbieram łzy
zatracając się w Tobie

* * * (Nie pojmiesz)

Nie pojmiesz
bezwonnych słów moich
dopóki one jak krople
nie skruszą skał obojętności

chciałbym być kroplą
spijaną z Twych dłoni
Może błysk gwiazdy
przetnie szybę
i się odrodzę

Rozmowa z kobieta

Uczyniłaś serce moje stresem
chociaż słodko rozchylasz usta
to słowo jest kłębkiem cierni
I ty jesteś kłębkiem niepokoju
Modlę się
by nadeszła chwila rozwidnienia
i pozostać skomląc jak pies
Wierność obrałem
choć ta miłość
nie ocala od śmierci

Kobieto oddal szpan
i bez pogardy wysłuchaj mnie
Nadchodzi mroczna noc

Wiatr w oczy

Choć podobna do atrapy
jesteś kobietą we mnie

Zgarniasz zwiędłe liście
dzieląc nas na dobro i zło

Niech czas prowadzi
a ten upadek
będzie po łagodnym zboczu

* * * (Jest taki dzień)

Jest taki dzień
w którym kalekie skrzydło
chce prześcignąć wiatr
Nie wstydzimy się wtedy słów
w których ból
przekracza granicę świadomości

Może zamienisz się w księżniczkę
a ja będę sługą twej bajki
zaufam czerwonym kwiatom w ogrodzie
Uśmiechniesz się do szczęścia
jak moje myśli
Carpe diem

Ostatnia rozmowa

Powiedziałaś
weź moja niewolę
i odejdź
a ja - dziecko
pójdę za blaskiem
świecącym krótko
Koszulę
którą nosiliśmy
nie będziemy dzielić
pozostanie relikwią
tysiąca i jednej nocy

* * * (Szukam dni)

Szukam dni
przywołuję wspomnienia
przebłyski życia
w cieniu zapomnianym
Godziny opadają
jak srebrny pył
a ty odwracasz głowę
na drugą stronę czasu
jak pająk
który słabnie ale nie zapomina

Więc dla Ciebie
odszukam samego siebie

Tańczę życie

Twoje wargi
rozwarte jak morskie anemony
słowa mącą mi myśli
przed wielka miłością
nie oskarżam nikogo
siebie tworzę
i każda pora dobra
Mówią, że cudów nie ma
a embrion w łonie
staje się perpetuum mobile
Mówią, że cudów nie ma
a ty zawsze tęsknotom
nadajesz kształt

Pytanie

Czy Ty możesz istnieć
bez mojego wzroku
Splatani
tworzymy Boga
Nasze wnętrze
drąży gorączka
Nie bój się
miłość kruszy skały

Wystarczy

Dla swoich uczuć
nie będę szukał racji
choć miłość mnie oszukała
Życie nie może być atrapą
Wystarczy muśnięcie światła
by przestać modlić się
głosem samotności
Dni przestają lękać się
jak my

* * * (Sprowokowałaś szczęście)

Sprowokowałaś szczęście
gdy przyszło nierealnością
Znów ukradliśmy coś
Panu Bogu
na oczach wszystkich świętych
tylko podświadomość
spłatała figle miłości
we wspólnym cieniu
życia i śmierci