Mamo

Mamo,
Uczyłaś
Dłonie układać
Powtarzałem,
Wierzę.
Ale mi zmieniono,
Na inne pacierze.
Dlaczego
Nie mówiłaś,
Dlaczego
Pozwoliłaś.

Oczy Matki

Każdy z nas miał jedną, jedyną
I nic poza tym więcej
A Matka
Ma tylko jedno, jedyne serce.
Pomieścić może najwięcej,
I przebaczać.
Są tylko moje,
Nigdy nie gasnące,
Ze mną idące słońcem,
Oczy Matki.

Piersią Matki

Nosiła mnie na rękach
Ścieżkami w trawie.
Drzewa w kwiatach
Łąki od wschodu do zachodu,
Świerszcze grające
Słowików śpiew za oknem
Piersią Matki - wyniosłem.

Matka

Duże i małe
Rody, rodziny.
Słowa w wymowie,
W czytaniu, pisaniu,
We wszystkim.
Serce w strawie,
Na stole, w domu,
W dłoniach tulone.
MATKA

Rozdzielono kontynenty,
Określono krainy,
Ustalono narodowość,
Wyznaczono narodowość,
Wyznaczono ojczyzny,
Miasta, osady, sioła.
Wszędzie będzie czekać,
MATKA

Mieszkaniec ziemi,
Przychodzi na świat.
Piersią karmiony,
Przed zimnem osłonięty.
W uśmiechu pierwszych kroków,
W oddechu pierwszych słów,
MATKA.

Refleksje

Nie ma uśmiechu kwiatów,
Złote liście pogubiły drzewa,
Ptaki umilkły.
Kto o tobie zaśpiewa,
Mój smutku.

Spotkanie

Mały kwiat zakwitł
W szary, mokry dzień.
Przyszedłem kąpany deszczem,
Po kałużach błotnistych.
Nie dowierzałem, że będziesz
Wiosno w jesiennym śnie.
Sierpniem.

Tylko sny

Serca kołatanie,
Ucieczką,
Kolorową radością.
Krzyk,
Lęk,
Łzy,
Wybaczeniem.
Dobrze,
To tylko sny,
Niech zostanie.

Ku jesieni

Powój piął się po krzewach,
Małym kwiatem.
Niewidzialny, ciepły, pachnący wiatr
I ja wychodziłem na spotkanie
Spadających liści,
Lśniących kasztanów,
Czerwono złotych pejzaży.

Gwiazdy twoich dłoni

1.
Twoje ręce lampą
Rozdającą światło
Drodze, moim oczom
Drogowskazom w tunelach życia

Lekarstwo szarego dnia.

Przyjdź w moje drzwi
Wejdź uśmiechem radości
Przynieś we włosach wiatr.

Sklepienie niebios Zagubione ciemnością nocy
Rozdrobnioną światłością
Wyszło na spotkanie.
Małostkowość codziennością
została we mnie bez czucia
Chcę, pragnę przeżyć
Spojrzenie gwiazd
W twoich dłoniach.

2.
Byłem w modlitwie
Wysłuchałem ciszę.

Została światłem jutra
Usiadła w moim wnętrzu.

Dusza złożyła ukłon
Przeciwnością
w tworzeniu życia.

Odejściem śmierci
Istnienie z Tobą.
Zatrzymane zegary
Stały przyczajone.

Wyłączone z biegu
Puszczały czas
Nic nie mierzyły.

Posłusznie w wyczekiwaniu
Nie dostrzegały płaszczyzn.

Nastawione przestrzennie
W tunelowej drodze przenikania
Oczekują bez odniesienia.

3.
Ujrzałem w słońcu
Tchnienie idącego dnia.

Wybudzony wstawał
Wypełniony światłem.

Zostawał pieśnią
Zapachem chleba
Ciepłem ziemi
Modlitwą twojego spokoju.

Kartka z moich ulic

Pochylona głowa
Z siwymi kosmykami
Spadających włosów,
Ukrywała oczy.

Nic z nich nie można wyczytać
Proszą tylko o wsparcie
To moja ulica
Spotkała się ze starością.

Zostaw

Co możesz zatrzymać
Wewnętrznym sitem istnienia,
Zachować dla potomności
Twoje obudzenie krzykiem,
Twoje ja ulatuje.
Nie może być grzebane Tobą
Zostaw.