Tęsknota

Jaką jest barwą,
Złotą,
Zieloną,
Skąd przychodzi.
Niesie niepokój
Ciała ciepło oddechu.
Szukającej dłoni.
Oczu w marzeniach.
Pulsującej skroni
Ust, serca czekanie.
Przyjdź.
Otwórz milczenie.

Tobie

Dokąd?
Kędy Twoja droga?
Chcesz iść?
Noc jednego życia,
Los darował.
Drogowskazy gonią w pośpiechu,
Do obcych powitań.
Niepokój... niepokój... rozłąka.

Twoim

Moje jest twoim
Bicie serca
Każde tchnienie
Powiedz.
Będę.
Czekam.
Jestem pragnieniem.

Twoje dłonie

Kocham dłonie
Za to że mówią o Tobie.
Są ciepłe, aksamitne
Niewielkie, smukłe.
Urodziwe kształtem
Wcięte nie powiem.
W palcach wydłużone.
Kocham Twoje dłonie,
Niech będą dotykiem w słowie.

Usta

Rysowałem na plaży
Twoje usta.
Ciepło rozchylonych warg
Błądzącego uśmiechu.

Woda przyszła
Rzuciła piach.
Zabrała wszystko
Nie wiem gdzie są
Twoje oczy.

Uszczęśliwienie

Czułem Twoje ręce
Pocałunki nocy
Obcinałaś gołębiom
Skrzydła.
A wszystkie
Mają Twoje oczy
Widma.

W deszczu

Przynosisz twarz
Zapłakanych szyb
Zabierasz moje patrzenie
Zostają mokre ulice
"Ale posłuchaj
Świat nie wierzy łzom
Bo za dużo jest"

Jutro wstanie
Po naszym deszczu
Słoneczny dzień.

W jesieni

Babim latem,
Oparami mgieł,
Sennością pejzażu,
Złotem, czerwienią,
Zabłąkanym słońcem
Tęsknotą lata,
Idę ku Tobie
W jesieni.

W słońcu

Szukałem Twoich Oczu
Pierwszym dniem wakacji
W słońcu
Wniosłaś włosami wiatr
W czekanie moje
Samotność ognia
Niech płonie.

Wiatr

Siadał w sitowiach, trzcinach,
Przyczajony odpoczywał.
W sekundach wpadł,
Poderwał żagle,
Napinał struny,
Linami grał.

Przechylił maszt, burtę,
Wachlarzem bryzy patrzył.

Podmuchem chłodu
Kłuł, kleił twarz.
Wyziębiał dłonie,
Przeglądał się taflą jeziora
Był sobą, tańczył.
Kochanek Jesieni.

Weszłaś

Bawisz się moim sercem
Wchodzisz boso, biegasz
Składasz krzywe usta
Tańczysz, śpiewasz.

Mówisz, że chrapię
Że ziewam
Jak mam sobie ufać
Jak Ty tu
Weszłaś w butach

Horoskop

Zapisano w gwiazdach,
Chcesz być kochanym
Będę wart miłości.
Ziarna zła wyrywać
Nienawiść
Owocem zazdrości.
Zostań.

Basi

Przyniosłem dla Ciebie
Małe kwiaty
Aula biała, zimna
Tu nie rosną szarotki.
Chce się stać, patrzeć.
Lubię krużganki.
Wzrok odpoczywa.
Szukam Twojej dłoni
Niech będą jednym.

Horosz

Czekałem urodzin obrazu
Pejzaż, śpiew kwiatów
Krzyk drzew, przejście twarzy
Niedomknięte okno
Kumoszki, targowisko
Kot przyjaciel
Moje ciemne jezioro.
Namalowana cisza
Wyraźna, nieoczekiwana
Zamknęła galerię.
Zastygłe farby,
Puste sztalugi zostają Tobą
W portrecie zgaszonych świec.

Kwiaty

Ziemia była zimna.
Nie chciały rosnąć żonkile.
Lecz polne kwiaty na łąkach
Jak rosnące morze traw.
I tam najmniejszy mały kwiat
Dla Ciebie, dla Ciebie zerwać

Małgosia

Wprowadziłaś dłonie
Wędrowną tułaczką
Tulisz mego psa
Lubi głaskane włosy.
Ma swoją radość
Cieszy się wstając
Sercem w ogonie
Tego mu brak.

Pożegnanie

Zbliżasz się
Słyszę jak idziesz
Cicho stąpasz
Radością żyjesz.
Proszę
Uśmiech mi daj
Na drogę
Odchodzę.

Pustka

Przyjdą wieczory
Długie, ciemne, puste.
Samotność zapuka
Do okien, drzwi.
Nie otwierać
Bez Ciebie zostają
Szarością szukać
Śmiech barw
Kolorem kwiatów
Czekaniem.

Radością

Radością moja
Zaraziłem całe pole.
Niech wzejdzie majem.
Kwitnie całą wiosną.
Tobą
Szczęściem
Rajem
Ugorów nie będzie.

Tę noc

Tę noc
Zabierzesz sobie
I następną.
Spotkasz jego
Powiedz.
Albo nic
Już idź.