Powrót


Pożarek :: gazetka studentów SGSP
"Pożarek"
numer 1


ZIMA,ZIMA

04.01.2002, godzina 6:45. Na dworze ciemno, mroźna zima, cisza, a w KCKRiOL ciągle dzwonią telefony. Podchorążowie ze Szkoły Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie pod opieką kpt. Tomasza Naczasa przez całą noc udzielają informacji na temat przejezdności dróg, sytuacji na przejściach granicznych, prognozy pogody na najbliższe dni, funkcjonowaniu PKP i PKS, możliwości otrzymania informacji o osobach uwięzionych w korkach oraz pomocy transportowej, żywnościowej i medycznej na zasypanych terenach.

Mimo że mija ósma godzina dyżuru na twarzach młodych ludzi nie widać zmęczenia ani zniecierpliwienia. Kompetencja, rzeczowość, odpowiedzialność i opanowanie z jaką udzielają informacji uspakaja zdenerwowanych ludzi dzwoniących do Krajowego Centrum Koordynacji Ratownictwa.

Kilkoro z nich znalazło również chwilę czasu, aby podzielić się swoimi wrażeniamii doświadczeniami z pełnionego dyżuru.

- Jakie są Państwa pierwsze wrażenia z dyżuru przy infolinii w Krajowym Centrum Koordynacji Ratownictwa i Ochrony Ludności?
Agnieszka:
Na początku to był ogromny szok, bo ludzie dzwonili ze sprawami, które się człowiekowi w ogóle w głowie nie mieściły. Część pytała o drogę, a byli też tacy co pytali co mają zrobić w sytuacji, gdy córka z dzieckiem gdzieś tam pojechała, ugrzęzła w śniegu i nie ma nic do jedzenia. I to było zderzenie ludzi którzy dzwonili w błahych sprawach np. - dlaczego droga nie jest posypana i ludzi którzy potrzebowali natychmiastowej pomocy. Bycie tutaj trochę „daje po kościach", ale można wytrzymać.
Robert: Podobnie przedstawiała się sytuacja podczas powodzi, również została uruchomiona infolinia. Podczas mojej zmiany, w "Wiadomościach" zostały powtórzone telefony alarmowe, tak że bardzo dużo ludzi dzwoni. Ludzie pytają jak można najbezpieczniej dojechać, gdzie są korki. Dużo pytań dotyczy sytuacji na przejściach granicznych, niektórzy się pytają o sytuację w Czechach, jak można dojechać do Wiednia?

- Jak Państwo znaleźli się w Krajowym Centrum Koordynacji Ratownictwa?
R.:
W czasie ubiegłorocznej powodzi uruchomiono również telefony alarmowe. Wtedy także zaangażowani zostali ludzie ze Szkoły, głównie z czwartego roku. Trafiłem tutaj do KCKR-u. W związku z tym, że byłem tu w czasie powodzi a teraz sytuacja jest podobna trafiłem tu ponownie. Można powiedzieć, że jest to powrót do tej infolinii z czasów powodzi.

- Rozumiem, że powstała taka grupa ludzi pracujących przy infolinii?
R.:
W zasadzie tak, chociaż nowe osoby są wdrażane.

- Czy odbieranie telefonów jest trudne dla Państwa, czy czujecie się przeszkoleni do odbierania tego typu telefonów?
R.:
Przed przystąpieniem do odbierania tych telefonów zostaliśmy przeszkoleni, przez przełożonych - kpt. Mariusza Toporowskiego, kpt. Tomasza Naczasa, oraz kpt. Krzysztofa Łąckiego. Jednocześnie na bieżąco przekazywane są nam informacje o sytuacji na drogach. Jednym słowem jest to kwestia czasu, wystarczy wdrożyć się w to wszystko.
A.: Wydaje mi się że łatwo nawiązuję kontakt z ludźmi, łatwo mi się z nimi rozmawia. Trudno jest czasami powstrzymać emocje, ale staram się jak mogę. Trudna jest rozmowa, gdy kobieta płacze do słuchawki a ja mogę tylko do niej mówić, a nie mogę przytulić, powiedzieć proszę usiąść, uspokoić się, wszystko będzie O.K..

- Czy dużo ludzi dzwoniło podczas Państwa dyżuru?
R.:
Od uruchomienia infolinii to było 1150 telefonów (4. 01. godz. 6:00). Ludzie dzwonili z różnymi pytaniami.
A.: Rozmawiałam, odkładałam słuchawkę i zaraz ktoś znowu dzwonił. Po godzinie, półtorej po prostu prosiłam, żeby ktoś mnie zmienił, siadałam obok i znajdowałam coś na mapie. Zasychało mi w gardle, miałam spierzchnięte, czerwone usta i głowę pełną myśli.

- Które z pytań były dla Państwa najtrudniejsze?
A.: Dzwoniła Pani, która rozpłakała się wręcz do słuchawki. Powiedziała, że jej córka pojechała z małymi dziećmi i nie wie co się z nimi dzieje, jak się z nimi skontaktować. Czy mamy możliwość odszukania tych osób. Podała nam numer kontaktowy, gdzie nie mogła się w ogóle dodzwonić. Udało nam się odnaleźć tą panią z dziećmi. Okazało się, że zawekowali się gdzieś tam w jakimś przydrożnym hoteliku, i że było wszystko w porządku. To był chyba najgorszy telefon.

- Jaką rolę odgrywają kobiety mające dyżur przy infolinii?
A.: Myślę, że ogromną. Jeżeli ktoś dzwoni zdenerwowany, roztrzęsiony i odzywa się damski, ciepły głos to dana osoba się uspokaja. Myślę, że damski głos wzbudza większe zaufanie.

- Jak Państwo oceniają jako studenci SGSP uczestnictwo w tego typu przedsięwzięciach?
R.: Ludzie maja poczucie bezpieczeństwa, wiedzą, że ktoś nad nimi czuwa, może im pomóc. Bardzo fajna sprawa i uważam, że taka infolinia powinna być na stałe w ramach Centrum Kryzysowego. Cieszę się, że mogę w tym uczestniczyć. Na początku nie odbiera się tego jako wyróżnienie - na początku jak zostałem wyznaczony do Komendy Głównej to był rodzaj obowiązku, ale później zauważyłem plusy tego wszystkiego. Dyżury nie są dla nas niczym nowym, bo mamy służbę w szkole. Nie można jednak porównywać służby w SGSP z dyżurem w KCKR. Infolinia to jest doświadczenie zawodowe w okresie faktycznego kryzysu.

Bohaterami rozmowy byli:
Agnieszka Leszczyńska I kompania
Robert Mazur IV kompania

Rozmawiała: (ak)

Rozmowa została przeprowadzona w siedzibie Krajowego Centrum Koordynacji Ratownictwa i Ochrony Ludności w dniu 04.01.2002 o godz. 6.45 w dwa dni po otwarciu specjalnej infolinii. Celem akcji było udzielanie informacji społeczeństwu na temat przejezdności dróg krajowych i wojewódzkich, sytuacji na przejściach granicznych, wskazywanie najkrótszych i najbardziej bezpiecznych tras dojazdowych do danej miejscowości.




Na zupę do SGSP

Tegoroczna zima nie oszczędza nas, ostre mrozy dokuczają wielu osobom. Na ciekawy pomysł wpadli studenci II roku Wydziału Inżynierii Bezpieczeństwa Cywilnego, organizując ciepłe posiłki dla wskazanych przez Ośrodek Pomocy Społecznej, bezdomnych, ubogich i wszystkich potrzebujących pomocy.
"- Pomysł wydawania zupek narodził sie błyskawicznie. Akcja nabrała tempa. Na początku przychodziło zaledwie kilka osób, obecnie wydajemy od 25 do 30 posiłków"- mówi Jarosław Grządka - inicjator akcji.

Każdego dnia potrzebujący otrzymywali zupę, chleb, herbatę, które stanowią często jedyny ich posiłek. Dyżury przy wydawaniu posiłków pełnili studenci cywilni, wspierani przez podchorążych.
"- Jesteśmy dumni i zadowoleni, że możemy pomóc potrzebującym"- opowiada Piotr Żyła zaangażowany w akcję. "- Byli chętni do pomocy przy wydawaniu posiłków. Bardzo cieszy nas postawa obu stron, przyjazne nastawienie do akcji".

(ek)


Miła obsługa i smaczny obiadek.


Organizatorzy i pomysłodawcy akcji - Jarosław Grządka i Piotr Żyła.

Fot. Ewa Krajnik



Do góry






















     Pobierz Firefoksa teraz i podpal sieć!