|

Pożarek :: gazetka studentów SGSP
"Pożarek" numer 6
Czy istnieje jakiś sposób na wzbogacenie studenckiej kieszeni? Wiadomo otrzymujesz jakieś środki od rodziców, czasami stypendium. Ale nie zawsze kwoty te wystarczają. Potrzeby narastają, a w portfelu pusto. Cóż zatem pozostaje? Najlepiej znaleźć jakąś pracę.
Szukamy, szukamy...
Może przyda się lektura gazet, tylko w poniedziałkowym numerze "Wyborczej" znajduje się kilkanaście ofert pracy dla studentów. Zainteresowaniem cieszą się głównie studentci zaoczni, ale dzienni też mogą być przydatni. Adresowanie kopert, wprowadzanie danych, promocje, sprzedaż bezpośrednia, statystowanie, banki twarzy, rozdawanie ulotek - takie formy przeważają.
Paweł rozpoczął pracować na pierszym roku studiów, zaczęło się od promocji przypraw kuchennych. Namawiał do zakupu w kilku hipermarketach. Mile wspomina również akcję jednej z firm perfumeryjnych w trakcie ubiegłorocznych matur. Wówczas trafiło się rozdawanie próbek antyperspirantów na ulicy, część pracujących jeździła tramwajami po mieście i promowała produkty. Na Dzień Kobiet rozdawał zupki w proszku. - Założenie było takie, że rozdajemy produkty kobietom, ale tylko pod wieżowcami. Zainteresowani byli również panowie, twierdzili że również mają
w domu kobiety i chcą zabrać dla nich zupki opowiada Paweł. Ostatnio uczestniczył w kampanii margaryny, teraz zaczyna pracę z proszkiem do prania.
W podobnych akcjach uczestniczył Przemek. Najłatwiej załapać się na promocje, nie trzeba mieć kwalifikacji, to nie jest taka ciężka praca podkreśla. Promocje wiodą prym wśród studenckich prac, ale zdarzają się też prace dorywcze, na kilka dni. - W zeszłym roku trafiła mi się super praca, za dwa dni dostałem siedemset złotych. Praca polegała na skręcaniu i noszeniu mebli, za pracę w niedzielę dostaliśmy ekstra 100 zł - wspomina Przemek.
Tomek zaczynał pracować już w podstawówce. - Na początku byłem "badylarzem", czyli zbierałem maliny
i wiśnie, tak jak wszyscy. Później próbował sił w cegielni, gdzie układałem
i woziłem ok. 3 tys. cegieł dziennie - mówi Tomek. Obecnie też próbuję sobie dorabiać. Czasami znajdzie się jakaś przeprowadzka, pracowałem również jako służba porządkowa na meczu Legia - Widzew i Polska - Łotwa - dodaje Tomek.
Wakacje tuż, tuż
Już można się rozglądać za ofertami. Albo odnowić stare kontakty. Tak postąpił Paweł, już we wrześniu i październiku starał się o pracę na wakacje. Do Niemiec jeździ od dwóch lat, ma swoje miejsce i ekipę. Co roku zbiera warzywa w Saksonii. - Pracuje się ok. 13 godzin dziennie, jest godzina przerwy na obiad. Ale w Polsce nie udałoby mi się zarobić ok. 6 tys. za dwa miesiące - zauważa Paweł.
Marian jest ratownikiem WOPRu. Od ośmiu lat pracuje w wakacje na kąpieliskach. Potrafi połączyć swoją pasję
z pracą. - Ludzie nie rozumieją, że chcę im pomóc, traktują mnie tak, jakbym siedział na stanowisku za karę. Często lekceważą moje polecenia, nie słuchają. Czasami trzeba szukać jakiegoś dziecka - tłumaczy Marian.
Tomek również spędzał część wakacji w pracy. Po maturze wybrał się do pracy za granicę. - To miał być wyjazd na zbiory pomidorów, 100 zł za dzień i dogodne warunki lokalowe. Zaraz po przyjeździe marzenia o pracy się rozmyły. Spaliśmy w jakiejś hali, na materacach, biegały po nas jaszczurki. Do pracy zawożono nas ok. 150 km od miejsca zamieszkania. Wyjeżdżaliśmy ok.
3 nad ranem, aby być na odpowiednią porę. Praca nie była wcale lekka przy słonecznej pogodzie. Na początku pracowaliśmy za normalną stawkę, później mieliśmy pracować na akord - opowiada Tomek. Wraz z moimi znajomymi postanowiliśmy wrócić do Polski. Adresy biur, którymi dysponowaliśmy, miały powrotne bilety, ale dopiero na przyszły miesiąc. Jednocześnie nasi rodzice próbowali załatwić nam jakiś powrót do domu. W końcu udało nam się wrócić z firmą turystyczną z mojego rodzinnego miasta. To nic, że musieliśmy dotrzeć na drugi koniec Włoch, ale
w końcu mieliśmy jakąś możliwość powrotu - dodaje. Wakacyjny wyjazd nie zawsze, jak widać w przypadku Tomka, przynosi kokosy. - Jeszcze mam długi po wakacjach we Włoszech - mówi zbieracz pomidorów. Ale próbuje znaleźć jakąś pracę, najlepiej za granicą, na zbliżające się wakacje.
Przemkowi trafiła się również dobra praca na wakacje. - Właściwie to płatne wakacje, pracowałem przez miesiąc na polu namiotowym nad Soliną w Bieszczadach. Myślę, że to świetny sposób na wakacje, przyjeżdżają ludzie, głównie młodzi, z całej Polski wspomina.
W rodzinnych okolicach pracował też Marcin. Miesiąc spędził za barem
w Toruniu.
Pieniążki
Ponoć szczęścia nie dają. Tak, tak, ale studencka kieszeń przyjmie każdy grosik. Ile można zarobić? Wszystko jak widać zależy od kreatywności. Za godzinę pracy podczas promocji można dostać minimalnie
6,5 zł w Warszawie. - To minimalna stawka, którą dostaje się na rękę. Wiadomo, że im dłużej pracujesz, kwota wzrasta, nawet do 11 zł za godzinę - mówi Paweł. Z reguły pracuje się albo 6 albo 8 h dziennie, czasami 10. Wszystko zależy od rodzaju kampanii promocyjnej. Jedynym minusem jest czas oczekiwiwania na zapłatę. Zazwyczaj jest to ok. 20 - 30 dni od momentu zakończenia akcji. Jeśli pracuje się dłuższy czas, to pieniądze wpływają stopniowo - podkreśla Przemek.
Pierwsza praca,
pierwsze doświadczenia
z pewnością przydadzą się podczas szukania przyszłej pracy. Czasami zdarza się, że osoby które zaczynały od najniższej posady, przechodzą na wyższe stanowiska. - Byłem ostatnio
w agencji reklamowej, którą utworzyło kilka młodych osób. A zaczynali właśnie podczas promocji. Teraz to właśnie oni zatrudniają opowiada Jarek, który też czasami zajmuje się promocjami. Ponadto podczas pracy zdobywa się kontakty, potrafi łatwiej nawiązywać kontakt z ludźmi. - Czasami zdarzają się osoby, z którymi można pogadać, niekoniecznie o produktach. Ale bywa
i tak, że ludzie krzyczą, nie rozumieją akcji. Myślę, że człowiek staję się bardziej otwarty, tak jest przynajmniej
w moim przypadku - podkreśla Przemek.
Ewa Krajnik
Bohaterowie raportu są studentami SGSP, niektóre imiona zostały zmienione.
Gdzie jeszcze można znaleźć informacje o pracy za granicą?
KORBA http://www.praca.korba.pl/
GAZETA http://www2.gazeta.pl/praca/
WOJEWÓDZKI URZĄD PRACY W WARSZAWIE http://wup.mazowsze.pl/
JOBPILOT http://www.jobpilot.pl/
PRACUJ.PL http://www.pracuj.pl/
THE BRITISH COUNCIL http://www.britishcouncil.pl/
W końcu grudnia 2002 r.
w powiatowych urzędach pracy w województwie mazowieckim zarejestrowanych było 368.856 bezrobotnych, w tym 182.080 kobiet (49,4% ogółu bezrobotnych). Prawie co dziewiąty bezrobotny w Polsce jest mieszkańcem Mazowsza.
W 2002 r. liczba bezrobotnych wzrosła o 22.738 osób (o 6,6%) natomiast w poprzednim roku o 19,4%.
W grudniu 2002 r. stopa bezrobocia dla województwa mazowieckiego kształtowała się na poziomie 13,9% przy średniej dla kraju - 18,1%.
Najniższą stopę bezrobocia odnotowano w powiatach: miasta stołecznego Warszawy (6,3%), piaseczyńskim (8,5%) oraz grójeckim (9,7%), natomiast najwyższą - w powiatach: szydłowieckim (30,1%), radomskim grodzkim (28,2%), radomskim ziemskim (27,7%) oraz mławskim (25,8%).
Istotnym problemem na wojewódzkim rynku pracy jest systematycznie wzrastająca liczba długotrwale bezrobotnych oraz rosnący udział tej populacji w liczbie bezrobotnych ogółem. W 1999 r. długotrwale bezrobotni stanowili 39,9% ogółu bezrobotnych (99.553 osoby),
w 2000 r. 46,8% (135.784 osoby), w 2001 r. 50,3% (174.104 osoby),
a w 2002 r. aż 54,8% (202.006 osób).
Jedną z przyczyn przedłużania się okresu pozostawania bez pracy tak znacznej liczby osób jest niski poziom wykształcenia i kwalifikacji - 73,0% ogółu długotrwale bezrobotnych (147.453 osoby) posiadało wykształcenie poniżej średniego, a prawie połowa z nich (73.462 osoby) legitymowała się wykształceniem gimnazjalnym i poniżej.
Długotrwałym bez-robociem dotknięte są przede wszystkim osoby w wieku 25-34 lata - 26,9% ogółu długotrwale bezrobotnych (54.402 osoby), kobiety - 54,0% (109.160 osób) oraz bezrobotni bez stażu pracy - 24,2% (48.818 osób).
Nawet osoby legitymujące się dyplomem wyższej uczelni napotykają na coraz większe problemy z podjęciem zatrudnienia skoro z roku na rok wzrasta liczba oraz udział bezrobotnych posiadających wyższe wykształcenie,
w tym absolwentów wyższych uczelni.
W 2002 r. spośród 16.584 bezrobotnych z wyższym wykształceniem 3.545 osób stanowili absolwenci wyższych uczelni.
W końcu 2002 r. status absolwenta posiadało 3.545 bezrobotnych legitymujących się dyplomem szkoły wyższej, w tym 2.288 kobiet. Stanowili oni 20,5% ogółu zarejestrowanych absolwentów szkół ponadpodstawowych i prawie 21,4% ogółu bezrobotnych legitymujących się wykształceniem wyższym. Rok wcześniej absolwenci posiadający wyższe wykształcenie liczyli 2.787 osób (15,4% ogółu bezrobotnych absolwentów),
w 2000 r. 1.877 osób (11,1%),
a w 1999 r. 1.180 osób (8,3%).
Analizując sytuację stu-denta na przykładzie województwa mazowieckiego, które cechuje najniż-sza stopa bezrobocia w kraju, nie jest najlepiej. Według danych Mazowieckiego Urzędu Pracy w marcu 2002 na samym Mazowszu absolwenci stanowili 5,2 proc. ogółu bezrobotnych (18.939 osób). Niepokojący jest fakt systematycznie wzrastającej liczby nie zatrudnionych absolwentów szkół wyższych. W marcu 1999 r. było to - 5,9 proc.,
w marcu 2000 r. - 7,4 proc., marzec 2001 r. -10,4 proc., marzec 2002 r. - 15,2 proc. Absolwenci szkół wyższych stanowili też w kwietniu 2002 15,8 proc.ogółu bezrobotnych absolwentów.
|