
Pożarek :: gazetka studentów SGSP
"Pożarek"
numer 4
Przegląd Pożarniczy
nr 2/2003:

"Potrzeba nowej strategii obrony" - zawiera wytyczne działań, które powinny być podjęte wobec bioterroryzmu, czyli o niekonwencjonalnym zagrożeniu dotyczącym każdego kraju i stwarzającym potrzebę wprowadzenia zintegrowanego reagowania kryzysowego.

"DYM" - nieprzyjaciel cywilów i strażaków. Niebezpieczny, dusi, truje, utrudnia ewakuację ludności i gaszenie pożarów. Jednak znając czynniki powodujące jego rozprzestrzenianie możemy sobie z nim poradzić.

Jeżeli interesuje Cię psychologia, a szczególnie stan psychiczny osób, które przeżyły różnego rodzaju katastrofy, zajrzyj do
Przeglądu Obrony Cywilnej nr 1/2003. "Więcej niż można znieść" to artykuł o PTSD - zespole stresu pourazowego.

Studentów WIBC może zaciekawić artykuł w dwutygodniku
środowisko nr 3/03 pt. "Emisje powinno się redukować, nie zaś nimi handlować" - o emisjach zanieczyszczeń w aspekcie ekonomicznym.

"Bezpieczeństwo w przemyśle" (
"Fire International" nr 10/2002) - Autor opisuje najczęściej spotykane pzryczyny pożarów w przemyśle rafineryjnym oraz wszelkie możliwe sposoby zapobiegania im.

"Wybuchy pyłów" (
"Fire Prevention" nr11/2002) - Jak mówi sam tytuł przedstwiono tu przyczyny i skutki wybuchów pyłów w zakładach przemysłowych oraz opisano dostęp-ne urządzenia do zapobiegania tego typu zdarzeniom.
Prasa zagraniczna na podstawie "Przeglądu Pożarniczego".
(eva)
Wychodząc z planu filmowego
TO TYLKO ZŁUDZENIE
6 lutego 2003 roku miałam okazję ziścić swoje marzenia o aktorstwie. Mój kolega zaprosił mnie do statystowania w jednej ze scen jego filmu. Zdjęcia miały rozpocząć się o godz. 12.00 w klubie "Wyjście ewakuacyjne" na tyłach Teatru Wielkiego. Jest za pięć minut 12.00. Przed wejściem kilkoro młodych ludzi, drzwi nie domykają się, co jakiś czas ktoś się z nich wyłania i ponownie znika. Wchodzę do środka. Już na początku pod swoimi nogami widzę zwoje kabli. Podnoszę wzrok i przed moimi oczami jawi się iście hollywoodzki obraz: na par-kiecie para aktorów i filmuujący operator na wózku kamerowym, poruszającym się na szynach. Wokół pełno statywów z oświetleniem. Wszędzie porozstawiane jakieś urządzenia, o których przeznaczeniu nie mam pojęcia. Okazuje się, że statyści muszą jeszcze poczekać 10 minut, do czasu kiedy reżyser zakończy scenę z samymi aktorami. Czekam nie 10, a 20 minut, ale przecież to nie jest teraz najważniejsze. Zostajemy zaproszeni do środka. Po kilku minutach kiedy wszyscy już się zjawili, podchodzi do nas sam reżyser to właśnie mój kolega, który występuje tu w podwójnej roli, jako operator i reżyser. Oznajmia nam, czego od nas oczekuje. Około godziny 13.00 rozpoczynają się przygotowania do rozpoczęcia prób. Oświetleniowiec, dźwiękowiec, kostiumolog, scenograf, wszyscy wiedzą, jakie mają tu zadania. 13.15 rozpoczynamy. Reżyser mówi nam kto, w jakim czasie ma pojawić się w kadrze. Playback, akcja, jazda - poszło. Jednak próba nie wypadła pomyślnie. Następna próba. Po kilku próbach prób przygotowanie do pierwszego dubla. Nareszcie kilka minut wytchnienia, patrzę na zegarek, to już 14.45, a przed nami jeszcze połowa drogi aby nagrać 30 sekundową scenę. Po zadawalającym dublu powtarzamy akcję jeszcze trzy razy. Stres i zmęczenie udzielają się nie tylko przez cały czas skupionemu reżyserowi, ale i całej ekipie, łącznie ze statystami. Ale nareszcie koniec. Po 3 godzinach pracy mamy nagrany materiał. Na twarzach wszystkich, poza zmęczeniem, jawi się cień uśmiechu zadowolenia.
Pomimo tego, że zdjęcia były bardzo wyczerpujące, było to dla mnie niesamowite przeżycie. Jednak po głębszym zastanowieniu dziś nie chciałabym już zrealizować swoich marzeń do końca. Praca aktora, wbrew pozorom, jest ciężka i stresująca. Ale warto było.
Sylwia Ostrowska
POD LUPĄ
NIE TRZEBA CUDU...
Jesteśmy w Warszawie. Stolicy. Młody człowiek pochodzący z małego miasteczka, zamieszkawszy tu, ma nadzieję, iż wreszcie otworzy się jego okno na świat. Jego pęd do pogłębiania swej wiedzy oraz przyjemność jaką odczu-wa, zwiększając zakres swych informacji, są przeogromne. Taki młody człowiek odczuwa wręcz głód intelektualnego rozwoju. Robi wszystko, aby głód ten zaspo-koić. W każdej wolnej chwili szuka dostępu do informacji. Niestety czasem może nie mieć zbyt wielkiego pola manewru. Przyjmijmy, że może co najwyżej przejrzeć
w bibliotece gazetę. Nie ulega wątpliwości, iż absolutnie go to nie zadowoli. Można posunąć się dalej twierdząc, że młodzieńca takiego spotka niemały zawód. A co jeśli stan taki zacznie się pogłębiać. Co jeśli człowiek taki dojdzie do wniosku, że tak naprawdę to z jego oczekiwań nici?...
Tak sobie myślę, że jesteśmy przecież w stolicy naszego kraju, centrum nauki, kultury. Na dodatek jest XXI wiek. Czy powinny być jakiekolwiek problemy
z dostępem do informacji? Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie... Osobiście uważam, że bardzo dobrym rozwiązaniem dla takiego młodego, żądnego wiedzy człowieka byłaby dostępność niezmierzonego źródła informacji, cudu techniki zwanego po prostu INTERNETEM. Fakt faktem, że ten tak zwany internet nie powstanie nam z niczego. I wydaje mi się, że wcale nie musi. Bo choć nie znam się na tym, to śmiem sądzić, że wcale nie graniczy to z cudem.
(godles)