Powrót


Pożarek :: gazetka studentów SGSP
"Pożarek"
numer 8


- Gdzie student może coś zjeść?

Wychodzac naprzeciw problemom, jakie ujawnił ostatnio "Pożarek, postanowiliśmy stworzyć swoisty przewodnik po warszawskich jadłodajniach. Jak przystało na stolicę jest ich naprawdę sporo, więc opiszemy tylko te, które znamy z własnych doświadczeń.
Głównie w Centrum oraz na Starówce znajduje się dużo eleganckich restauracji, gwarantujących dobrą jakość serwowanych dań i obsługę na najwyższym poziomie. Godne uwagi są lokale takie jak: Fukier, Dom Polski, Tokio, Sense czy Casa Valdemar. Zjeść tam można na pewno dobrze, niestety wszystkie mają jedną, bardzo dużą, wadę, a mianowicie ceny. Wydatek rzędu 150 zł przekracza możliwości przeciętnego studenta. Nie załamujcie się jednak, istnieją też restauracje o cenach bardziej przystępnych dla naszej kieszeni. Studenci Politechniki chwalą sobie domowe obiady (około 15 zł), serwowane w mieszczącym się przy ulicy Lwowskiej 11 lokalu o nazwie Przysmak. Z kolei osoby uczęszczające na "uniwerek" stołują się w barze zwanym potocznie Karaluchem. Znajduje się on przy Krakowskim Przedmieściu, przy wyjściu z tej uczelni (przykładowo: pomidorowa z ryżem - 1.19 zł, naleśniki od 1.68 zł). Osoby lubujące się w pierogach muszą koniecznie udać się na Krakowskie Przedmieście 53, gdzie U Hopfera będą mieć duży wybór tych przysmaków. Cena około 25 zł nie powinna odstraszać.
Nikt z nas nie lubi jednak "ściskać" żołądka, a wszystkie wyżej wymienione "paśniki" wymagają minimum półgodzinnego dojazdu, dlatego skupmy się na tych ulokowanych bliżej SGSP. Idąc w kierunku Placu Wilsona, trafimy do Baru Gościnnego, gdzie niedrogo zjemy syty, domowy posiłek. Musimy być jednak przygotowani na widok, przypominający PRL w czystej postaci. Innym rozwiązaniem jest kuchnia azjatycka. Tzw. Chińczyk to wydatek tylko 7-8 zł, ale zdecydowanie wystarczający do napełnienia brzucha. Do jednego z takich barów trafimy przechodząc przez targowisko, położone obok Hali Marymonckiej. Następnie przecinamy Włościańską i tuż za nią (na kolejnym targowisku ) swoje podwoje otwiera Bar Meli. Dużo osób korzysta też z budek mieszczących się przy PKS Marymont. Dojedziemy tam każdym tramwajem spod szkoły, wysiadamy na drugim przystanku w stronę AWF. Bywalcy gwarantują, że nie zjemy tam psa, kota czy gołębia.
Co zrobić jednak, gdy nie ma za wiele czasu? I na to jest rada. Na przerwach między wykładami należy zejść do pobliskiego przejścia podziemnego, gdzie w kilku punktach, w cenie około 50 gr, można dostarczyć naszemu ciału niezbędnych kalorii w postaci pączka. W czwartki, w liniach łączących Żoliborz z Dworcem Centralnym, można spotkać młodych ludzi wertujących niewielkie kolorowe książeczki. Nie oznacza to wcale, że pojawiła się nowa kolekcja kart z pokemonami. Powód jest bardziej przyziemny, tajemnicze karteczki po prostu pozwalają na uzyskanie zniżek w restauracjach McDonald's. Jedna z nich mieści się w dworcowych tunelach, co pozwala na szybki obiadek, gdy brakuje nam czasu przed odjazdem pociągu. Trzeba jednak zaznaczyć, że korzystanie z Maca, bez rabatu jest nieopłacalne.
Jeżeli ktoś jeszcze nie potrafi się zdecydować, to pozostaje mu udanie się do jednego z pobliskich sklepów i przygotowanie czegoś samodzielnie.
W tym artykule staraliśmy się zaspokoić potrzeby waszego ciała, a w następnym numerze znajdziemy także coś dla ducha.

Mirek Żuk
Maciej Łozowski
Rozważania o miotle

Ostatnimi czasy nurtuje mnie jedno pytanie: dlaczego ludzie tak strasznie nie znoszą porządku? Problem ten zaobserwowałem już dawno, lecz wydarzenia minionych dni znacznie go pogłębiły. Dziwne wydaje mi się, iż dochodzi nawet do tego, że ludziom przeszkadzają nawet cudze zabiegi doprowadzenia otaczającego świata do jako takiego porządku. Przykładów szukać daleko nie muszę. Ot, choćby nawet na naszym szkolnym podwórku. Jak każdy podchorąży odczuwam niekiedy nieodpartą pokusę próby poprawienia stanu czystości otaczających mury budynku włości. Oczywiście system trzymania tu porządku jest silnie zorganizowany, bowiem każdy z nas ma własny rejon i może troszczyć się o niego tak mocno, ile tylko ma chęci i energii (czasem w grę wchodzą również inne czynniki motywacyjne). Przejdźmy do sedna sprawy.
Przy ostatniej akcji sprzątania (nawiasem mówiąc ulica wysprzątana została na błysk) zauważyłem że przechodnie reagują na nasze zabiegi z pewnym współczuciem. Szczególnie widoczne było to u mieszkańców sąsiadujących z naszą uczelnią. Ich oczy zdawały się mówić: trudzą się nieboraki, a naszym pieskom i tak wszystko jedno (i pewnie było wszystko jedno, bo niejeden trzymany na smyczy niczym zamachowiec zastawiał na nas pułapki, a my musieliśmy stąpać ostrożnie by w taką minę nie wdepnąć). Nie kończyło się jednak tylko i wyłącznie na spojrzeniach. Jeden starszy miły człowiek podjął nawet próbę nawiązania dialogu. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak: "-Co się tak męczycie chłopcy"- zapytał z politowaniem - "kazali wam posprzątać, co? "-Dlaczego kazali, proszę pana?" -odpowiedzieliśmy pytaniem na pytanie. "-Robimy to z wielką przyjemnością. W końcu już taki nieporządek…" Nasza wypowiedź wywołała dziwne zakłopotanie u tego owego starszego miłego człowieka i bardzo szybko zakończył tą rozmowę. Z pewnością nie chciał przeszkadzać nam w pracy. Na tym się jednak nie skończyło. Komuś zaczęło przeszkadzać, że zmieniamy stan ulicy i chodników (według nas na nieporównywalnie lepszy) i zawiązał się spisek. Ktoś chcąc przerwać naszą pracę, postanowił odebrać nasze narzędzia pracy. Gdyby nie pomoc naszych przechodzących w tym czasie kolegów, nasza nieopatrznie pozostawiona w tyle miotła zostałaby spisana na straty. Szczęśliwie napastnik został wypłoszony i schronił się w jednej z klatek sąsiedniego bloku. Miotła pozostała nasza i pomogła dokończyć pracę, od tego czasu już spokojną, co pozwoliło jako tako zwracać uwagę na czyhające w trawie niebezpieczeństwo.
Niesłychane, jakie refleksje nachodzą człowieka podczas pracy. Po raz kolejny zaczęła mnie dręczyć myśl, czy faktycznie porządek to tylko abstrakcja, gdy sprzątałem znany nam wszystkim plac podziałowy. Mój ścisły umysł zauważył tu dziwny schemat: ilość wyrzuconych niedopałków była odwrotnie proporcjonalna do odległości od kosza na śmieci. Bardzo dziwne zjawisko. Zastanawiałem się jak to się dzieje. Przyszła mi do głowy myśl, iż być może amatorzy papierosów trenują za ich pomocą swą celność (może traktują to jak swego rodzaju sport, w końcu sport to zdrowie). A z nią nie jest chyba najlepiej, bo większość niedopałków chybiła celu. W każdym bądź razie odbijały się pewnie rykoszetem i stąd to zjawisko. Ostatnio jednak sytuacja zdecydowanie się poprawiła. Być może pogoda zniechęciła wielbicieli tegoż nadzwyczaj nietypowego sportu.
Tak sobie myślę, że zjawisko ogólnego bałaganu wynika z podejścia, że wszystko, co wspólne, to niczyje. A ja osobiście lubię przestrzegać porządku, także dnia. Zatem nie będę tego naginał i do łóżka!

(Godles)

Do góry






















     Pobierz Firefoksa teraz i podpal sieć!