|

Pożarek :: gazetka studentów SGSP
"Pożarek" numer 8
Pierwszaków
spostrzeżeń kilka
Przyjazd na studia człowieka
z prowincji może przyprawić go o zawrót głowy. Wyrwanie z dotychczasowego środowiska, którym się otaczał sprawia, że czyje się on wyobcowany. Nie ma znajomych, przyjaciół, co gorsza rodziców, na których mógł zawsze liczyć. Od tej chwili jest zdany tylko na siebie, czyli jednym słowem musi uważać na każdym kroku, bowiem na swojej drodze spotyka ludzi, którzy nie zawsze mają wobec niego uczciwe zamiary.
Wybierając studia cywilne
w SGSP nowicjusz uważa, że szkoła odpowiednio o niego zadba tj.: zapewni zakwaterowanie
i wyżywienie. Niestety uzyskanie pokoju w domu studenckim jest cięższe niż dostanie się do SGSP. Można to zrozumieć, bo jest mało miejsc, ale skoro tak to dlaczego szkoła tak długo (tj. na półtora tygodnia przed rozpoczęciem roku akademickiego) zwlekała z ogłoszeniem wyników o przyznaniu pokojów? W tak krótkim czasie i to pod koniec września można znaleźć tylko "poprzebierane" stancje, ale te na Żoliborzu nie należą do tanich. średnio za pokój trzeba zapłacić 400-500zł. Do tego dochodzi wyżywienie. Można oczywiście korzystać z uczelnianej stołówki, ale ceny oferowanych posiłków są zdecydowanie wygórowane jak na średnio zamożnego studenta. W porównaniu z innymi uczelniami SGSP bardzo się "ceni" np. na Politechnice Łódzkiej zestaw obiadowy kosztuje 4 zł, natomiast w naszej szkole aż 10zł! Na mieście najemy się za 6zł. Innym przykładem tego, że SGSP "ceni się" jest to, że ksero
w bibliotece jest o 10gr za stronę droższe od tego, które znajduje się poza szkołą.
Młody człowiek, który zdecydował się studiować w SGSP musi przyzwyczaić się do takich zjawisk, jak niepunktualność niektórych wykładowców, a nawet nieuprzedzo-nych nieobecności. Czekający student nie zostanie nawet poinformowany, że zajęcia się nie odbędą. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Zaległe zajęcia odbędą się w czasie pozalekcyjnym. Student nie może nawet wejść do sali i tam poczekać na wykładowcę jak kulturalny człowiek, tylko musi robić to na korytarzu, bo ostatnio weszło ustalenie, że klucz od sal może pobierać tylko wykładowca.
Studentowi SGSP (oczywiście tylko ambitnemu) towarzyszy mały zawód, bo nie wszystko jest tu piękne i "poukładane", jakby się mogło wydawać. Zawsze można rzec, że mogło być gorzej.
(Picia)
Już na początku szkoły średniej jako cel postawiłem sobie studiowanie na WIBC
w SGSP. Nie rozpatrywałem nawet nigdy możliwości studiowania na innej uczelni. Po prostu żadna inna szkoła nie wchodziła w rachubę. Mając tak konkretne założenia musiałem sprostać przerażającemu (z punktu widzenia nienajlepszego absolwenta nienajlepszej szkoły średniej) egzaminowi w formie testu składającego się ze 100 pytań z każdej dziedziny życia i rozmowy kwalifikacyjnej. Dlatego też moja, pełna nerwów, droga do SGSP nie była usłana różami...no chyba, że takimi z przeogromną ilością kolców. Z kontrkandydatami wygrałem minimalnie niczym Gonzales z Michalczewskim. I też tylko w oczach sędziów, w tym przypadku komisji egzaminacyjnej ponieważ w walce o indeks pomógł mi co najmniej dziwny system oceniania (punkty minusowe) dzięki czemu mogłem wygrać z lepszymi. I wygrałem!!!
Uszczęśliwiony już 29-IX-2003 zjawiłem się w akademiku. I tu nastąpił szok... cztery osoby na 12 m2. No i te więzienne łóżka. Bo przecież nie będę się czepiał urwanej umywalki czy tego, że starsze roczniki mają klucze do naszego pokoju. Jednak jednego nie mogłem przeboleć bo to urągało "ludzkiej godności" - w mojej części akademika nie było dziewczyn. Ciężko mi się było oswoić z tymi spartańskimi, nieludzkimi warunkami. Jednak jak pisał (bodajże) Herling-Grudziński: "Człowiek jest mocny!" . Więc już po tygodniu przyzwyczaiłem się do wszystkiego. A teraz (minęło trzy tygodnie) w moim apartamencie żyje mi się wręcz komfortowo (nawet dziewczęta się wprowadziły). A co do samej szkoły to trudno żeby się tu komuś nie podobało, wszyscy kulturalni i uśmiechnięci! Wykładowcy póki co wydają się bardzo przyjaźnie nastawieni (pewnie dlatego, że żadnego kolokwium jeszcze nie było!). Natomiast rzutując na płaszczyznę indywiduów tej szkoły to owszem są ekscentrycy (fanatycy swoich dziedzin)
ale oni tylko dodają uroku SGSP.
By móc napisać coś więcej o tej wspaniałej Szkole musiałbym być co najmniej na trzecim lub czwartym semestrze. Jeśli do niego dotrwam to na pewno jeszcze o mnie usłyszycie...
Signatured by Wieczorek
Ochrona, niekoniecznie p.poż.
Nie od dziś wiadomo, że przeciętny student to osobnik cierpiący na nieustanny brak pieniędzy. Aby zaradzić temu problemowi trzeba czasami rzucić książki w kąt
i wyruszyć w miasto w celach zarobkowych.
Wśród braci studenckiej z SGSP modne są wyjazdy na tzw. obstawę. Inaczej mówiąc rzecz polega na zabezpieczeniu różnych imprez masowych. Najczęściej ochraniane są mecze piłkarskie jednak tym razem sytuacja była wyjątkowa ponieważ, m.in. pod naszą opieką znalazł się najbogatszy człowiek świata Bill Gates. Okazją ku temu był wykład, w auli Szkoły Głównej Handlowej, jaki prowadził twórca potęgi Microsoftu. Dla 11 przedstawicieli naszej uczelni dzień rozpoczął się wczesną pobudką, ponieważ zbiórkę mieliśmy wyznaczoną na godzinę 6 rano. Dla niektórych zerwanie się z łóżka było bardzo trudne zważywszy na to, iż niecałe 2 godziny wcześniej wrócili z jednego ze studenckich klubów. Wszyscy w końcu dotarli do SGH, gdzie odebraliśmy identyfikatory i zostaliśmy rozstawieni
w budynku. Już przed 8 zaczęli pojawiać się przedstawiciele mediów, a pierwsi studenci zajęli miejsca na auli. Wszyscy musieli okazać zaproszenia z elektronicznym kodem kreskowym. Po godzinie oczekiwania i krótkim wstępie na podwyższeniu pojawił się szczuplutki mężczyzna, który cienkim głosem przedstawił się i rozpoczął wykład. Z reakcji zgromadzonych wynikało, że większość chyba inaczej wyobrażała sobie człowieka, którego fortuna szacowana jest na 55 mld dolarów. Skromną posturę pan Gates rekompensował dużym poczuciem humoru powodującym często gorący aplauz publiki. Niestety nigdy nie było mi dane uczyć się angielskiego, a w tym języku prowadzony był wykład, dlatego z przekonaniem mogę jedynie stwierdzić, że dotyczył on komputerów. Niestety akurat ci z nas którzy mogli coś zrozumieć byli wyznaczeni do pilnowania korytarzy i pomieszczeń przyległych do auli. Po pół godzinnych wywodach, a następnie odpowiedziach na pytania padające
z sali, Bill Gates wymienił uprzejmości z rektorem SGH i odjechał na spotkanie z Prezydentem Kwaśniewskim. My zaczekaliśmy, aż wszyscy opuszczą aulę po czym zeszliśmy
z zajmowanych posterunków. Po trzech godzinach wypatrywania potencjalnych zamachowców mogliśmy udać się w końcu do macierzystej uczelni na zasłużony odpoczynek.
Na przyszłość polecamy się władzom SGSP. Jeżeli, któryś z zaproszonych gości wymagałby ochrony, to fachowców nie trzeba daleko szukać. Stawka 7 zł za godzinę też nie wydaje się zbyt wygórowana, tak więc czekamy na propozycję.
Maciek Łozowski
|