|

Pożarek :: gazetka studentów SGSP
"Pożarek" numer 8
ZRG... O co tu chodzi?
Chodzi o to, aby nabywać umiejętności oraz nauczyć się wszystkiego co przyszły, młody dowódca powinien wiedzieć, aby ludzie, którymi będzie dowodził, byli bezpieczni. Właśnie tam stajemy się strażakami "pełną gębą", czekając w niepewności na kolejny wyjazd... Ładnie to brzmi. Prawda?Można by jeszcze dodać, że nasi dowódcy są nam wzorem, a podział swego rodzaju świątynią. Oraz, że nie możemy doczekać się poranka w czasie, którego ubrani w NOMEX staniemy na miejscu zmiany przejmującej, by bronić Żoliborza. Hehehehe... Gdyby ktoś
z zewnątrz tego posłuchał, to może by
i uwierzył (w końcu straż jest na pierwszym miejscu zaufania społecznego).
"Duch", który sprawiał, że na podział schodziło się z przyjemnością już dawno został przepędzony, a ZRG wywiesiło nad wejściem tabliczkę z napisem "Ty który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją...." i przekształciło się w cyrk.
Jest to cyrk dwóch konferansjerów,
z których każdy myśli i robi co innego, tworząc coraz to nowe, dziwne zasady...
"Kradną....kradną....kradną"
Pierwszy wyjazdowy to jest to... Dwójką też zazwyczaj nikt nie pogardzi... Każdy kto akurat obsadza któryś z tych dwóch samochodów zawsze, kiedy schodzi na podział, gdzieś w głębi ducha liczy, niekoniecznie na akcję życia, ale na akcję, podczas której zobaczy ogień i trochę sobie pogasi. Na akcję, z której wróci brudny
i zmęczony, ale wrażeniami będzie dzielił się z innymi przez dłuższy czas... Jeśli jednak zamiast cyfry jeden czy dwa przy podziale widzimy 3 magiczne literki tworzące wspólnie skrót SOP, wszystkiego nam się odechciewa... Służba ratownika SOP przybrała bowiem na podziale dość specyficzną formę... Nie dość, że ma się najgorsze warty: dzienna jest w nocy ,a nocna rano z bonusowym brakiem możliwości na zjedzenie śniadania, to jeszcze od czasu do czasu załapać się można na darmową wycieczkę po Warszawie... Bynajmniej nie mam tu na myśli akcji do jakich jest przeznaczony SOP (bo takie zdarzają się raz na tzw. "ruski rok"), myślę o wycieczkach w charakterze "płoszyciela złodziei". Może zamiast "ratownik-podchorąży obstawiający samochód operacyjny" powinno się mówić Bioautoalarm,
a ów nieszczęśnik powinien przechodzić test na wykrzykiwanie: "Kradną... Kradną... Kradną..." Proponuję pomysłodawcy zgłosić się do Urzędu Patentowego... Może masowo zaczęto by wypożyczać podchorążych do pilnowania samochodów, przynajmniej byłyby dodatkowe fundusze, np. na nowe krzesła dla ZRG.
Nie przeczę SOP czasami pojawi się podczas akcji, np. gdy przypali się mięsko w garnku i to nawet w nadzwyczajnym składzie, który wskazywałby raczej na zbliżający się koniec świata...
Szkoła jeździ do... śmietników
Na początku są śmieszne i stanowią raczej małą rozrywkę, jeśli jednak pojawiają się nagminnie, stając się specjalnością Szkoły - wzbudzają irytację.
"Pożary" śmietników (np.na przystankach tramwajowych), bo o nich mowa,
to dziwna konieczność fatygowania całego zastępu. A przecież nikt nie chce czuć się jak clown ... Zachodzę w głowę czy nie ma innego sposobu i czy naprawdę potrzebna jest cała obsada razem z dowódcą?
Należy tu jeszcze wspomnieć o innym dość drażniącym problemie związanym z wysyłaniem SGSP do tzw. czarnej roboty... Potrzebujesz siły roboczej? Nie chcesz tracić czasu? Zadzwoń po Szkołę...
Pilnuj, pilnuj... pilnuj...
Ale zapomnij o krześle. Przechodząc koło szkoły, zawsze można zobaczyć człowieczka ubranego w czarne koszary, spoglądającego zza bram garażowych... Warta to element pełnienia służby na podziale i każdy ma obowiązek odbyć ją za dnia i w nocy. Nasze społeczeństwo nie rozumie, że nie wolno parkować przed jednostką, czasem ktoś coś wyniesie z garażu, dlatego musimy czuwać, czuwać i jeszcze raz czuwać... Warta trwa średnio do 1h30, w nocy nawet 50 minut... Od czasu do czasu, ktoś wyda rozkaz i po prostu zabierają nam krzesło, wiec praktykujemy warty w systemie na stojąco... Czemu tak się dzieje... Przecież sama czynność siedzenia nie przeszkadza w pełnieniu służby! Wręcz przeciwnie, pomaga... znikające krzesło notabene zwykle twarde, szkolne krzesło, to kolejna sztuczka wystawiana
w garażu. Bez żadnego uzasadnienia. Jeśli ktoś wie, dlaczego nie mogę siedzieć na warcie, to niech mi powie, chętnie posłucham.
"Gdzie kucharek 6..."
21.10.2003 roku zabroniono podchorążym spożycia śniadania przed zmianą służby... Stwierdzono, że od tej pory mają udawać się na nie po zmianie... Pomijam zasadniczy fakt iż równocześnie wywieszono plan dnia,
w którym jasno określone są godziny spożywania posiłków... Kilka dni wcześniej doszło nawet do małego nieporozumienia związanego z jedzeniem po zmianie służby.
PS. Po kilku dniach wycofano się z tego ROZWIĄZANIA.
O co tu chodzi?
Najpierw mówi się, że nie wolno, potem wręcz nakazuje tak postępować...
Generalnie nie można być pewnym kiedy zostanie się ukaranym, a kiedy za tę samą rzecz pochwalonym... Co człowiek to inne zasady, normalne ale do pewnego stopnia... Tymczasem tutaj przybiera to gigantyczne rozmiary i woła o alarm. Prawie każdy wyznaje inne teorie i postępuje w sposób odmienny od reszty... Dodatkowo zdarzają się jednostki, które postępują sprzecznie do tego, co same głoszą... Niech się ma na baczności osoba, która usłyszy jednocześnie dwa sprzeczne rozkazy. Wówczas może się już tylko liczyć na szczęście w nieszczęściu...
Powiem krótko...dobrze ze można czasem iść na podział na drugiej zmianie. Gdyby nie oni, nie wiedzielibyśmy, że mimo wszystko stworzenie przyjaznej atmosfery na ZRG nie jest trudne.
Jednych nic już nie obchodzi (kiedyś walczyli, ale była to walka z wiatrakami), inni jeszcze mają nadzieję i próbują coś zdziałać... Palimy się na podział, bo mimo wszystko jesteśmy zgłodniali wyjazdów do akcji... To pozwala nam wytrzymywać kolejne "dobre" pomysły naszych "guru". Tylko pytanie: Jak długo?
(ULA)
Z egzaminów wstępnych
Studiuję w SGSP raptem miesiąc,
a już coś mi się nie podoba... Wiem, że patrząc z boku, wygląda to trochę zuchwale, ale piszę nie tyle w swoim imieniu, ale ogromu zdegustowanych faktem nieprzyjęcia ich do SGSP. Kwestia dotyczy tegorocznych egzaminów wstępnych na WIBC w naszej szkole. Otóż osoba, która wpadła na pomysł zastosowania ujemnej punktacji podczas testu miała bardzo dobre intencje, ale... dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. System ten miał zapewne zniechęcić kandydatów nie zasługujących (z powodu zbyt małej wiedzy) na studiowanie w SGSP, do wypełniania testu "na żywioł" licząc na łut szczęścia, a tym samym miało to ograniczyć liczbę osób które dostały się do SGSP przez przypadek. Ale moim zdaniem system zawiódł... i to bardzo, gdyż test był stosunkowo trudny, a więc nawet osoby o dużej wiedzy nie radziły sobie z poziomem trudności. Znając odpowiedzi na np. czterdzieści (ze stu) pytań dochodziły do wniosku, że
z taką ilością punktów i tak się nie dostaną,
a więc (działając w ogromnym stresie) wpadały w panikę i zaczynały działać irracjonalnie, czyli zaznaczać "na chybił trafił"(mimo bycia poinformowanym o możliwości "zdobycia" pkt ujemnych). I owszem trafiały, parę może parenaście pytań, a kilkadziesiąt odpowiedzi było udzielanych niepoprawnie. Co doprowadzało do uzyskiwania olbrzymiej ilości punktów ujemnych. Suma sumarum bardzo wiele wyników oscylowało w okolicach zera lub też dużo poniżej jego poziomu. Taki stan rzeczy doprowadził do patologicznej sytuacji, tzn. żeby przejść pozytywnie test do elitarnej SGSP wystarczyło udzielić odpowiedzi na... zaledwie pięć ze stu pytań. Powstało kuriozum, gdyż na taki procent pytań, odpowiedzi udzieliłby każdy przeciętny gimnazjalista,
a poodpadali wzorowi uczniowie z dobrych LO.
(superman)
|