
Pożarek :: gazetka studentów SGSP
numer 9
List do redakcji
Jako uważna czytelniczka każdego numeru "Pożarka" chciałabym podzielić się z redakcją pisma oraz mam nadzieję także z jego czytelnikami garścią spostrzeżeń i refleksji. Z dużym smutkiem obserwuję wzrost nastrojów ogólnej kontestacji wśród szacownego grona redakcyjnego. W samej idei krytyki otaczającej nas rzeczywistości oczywiście nie ma nic zdrożnego, podobnie na pochwałę zasługują śmiałe i zdecydowane poglądy. Publicyści "Pożarka" najwyraźniej kierują się dewizą Ignacego Krasickiego "Prawdziwa cnota krytyk się nie boi" i chwała im za to.
Sęk w tym, że każde publicznie wyrażane sądy powinny czemuś służyć,
w przypadku wewnętrznej publikacji studentów SGSP chciałoby się, aby cel takich dywagacji był konstruktywny. Nie traktuję bowiem i nie chciałabym nigdy traktować całego "Pożarka" w kategoriach pure nonsensu czy też działalności w imię tak zwanej "draki dla draki". Temu służy chyba tylko kolumna satyryczna pisma
i mam nadzieję, że tak pozostanie. Poniższe uwagi mają charakter osobistych uwag, których celem jest pewne ukierunkowanie toku myślenia czytających, przy czym czynię to z pozycji swobodnej refleksji, a nie
z rozkazu. Nie zamierzam też proszę mi wybaczyć to sformułowanie - strzelać
z armaty do wróbla.
Przejdźmy do rzeczy. W numerze 8 "Pożarka" anonimowy student IV roku IBP żali się na rzekomą "łatwiznę" toku studiów IBC w porównaniu z programem edukacji na jego Wydziale. Przemyślenia te zatytułowane -w mniemaniu autora przewrotnie- tytułem "
Jak wspomniałam na wstępie, duch malkontenctwa nie opuszcza łamów "Pożarka" ani na chwilę. Repertuar żalów jest przebogaty i to począwszy od tak prozaicznej sprawy jak urwana umywalka
w akademiku. Sprawa to drobna, choć rzeczywiście uprzykrzająca zainteresowanym życie. Problem w tym, że jak wykazała komisyjna wizja lokalna owego urwania wcale nie było! Umywalka była pochylona ze względu na rodzaj zastosowanego mocowania. Jak widać, bardzo łatwo można zrobić "z igły widły", w tym przypadku skutecznie, bo na wszelki wypadek uchwyty mocujące w pokoju podnoszącego publiczne larum p. Grzegorza Wieczorka zostały wymienione. Idźmy dalej. "Picia" pyta, dlaczego obiady w SGSP są tak drogie? I podaje na poparcie swego żalu przykład Politechniki Łódzkiej, gdzie obiad kosztuje 4 złote, a nie tak jak u nas złotych dziesięć. Zarzut to słuszny, tyle, że adresat jakby nie ten co trzeba. Koszt wsadu obiadu do kotła w SGSP wynosi 5,49 zł, pozostała suma to narzuty pokrywające koszty zużycia energii, wody, amortyzacji urządzeń itp. za które nasza uczelnia płaci. Politechnika Łódzka narzuty te refunduje, ma bowiem na to własne środki. My niestety jesteśmy związani decyzjami MSWiA, które nie dość, że nic nam nie dokładają do "uczelnianego kotła", to jeszcze administracyjne narzucają stawki (jak np. owe 5,49 zł). Wróćmy jednak do akademika i egzystencjalnych problemów osób
w nim mieszkających. Czemu "starsze roczniki mają klucze do naszego pokoju"? No bo sobie te klucze swego czasu dorobiły na mieście i tyle. Podobne sytuacje się zdarzają i nie jest to wynik spisku personelu administracyjnego SGSP. Wystarczy zgłosić o takim przypadku i poprosić
o wymianę zamka. Błagam szanownych studentów SGSP o szczyptę samodzielności. Kończąc temat, zatrzymam się jeszcze na rzekomo "więziennych" łóżkach . Owszem, są to łóżka koszarowe tzw. "starego" typu. Do niedawna 100% podchorążych spało na tego typu posłaniach
i nikt nie miał "więziennych" skojarzeń. Obecnie sukcesywnie wymieniamy je na nowsze modele i chyba tylko czysta polska zawiść w stosunku do szczęśliwców, którzy je posiadają, stanowi przyczynę przytoczonych utyskiwań. Mimo to obiecuję, że wymianę łóżek postaramy się zakończyć tak szybko jak to tylko będzie możliwe.
A na sam koniec zostawiłam sobie deser, czyli krytyczne uwagi na temat praktyk w ZRG SGSP. Sprawa jest wbrew pozorom poważna, bo dotyka istoty służby. Z zażenowaniem czytałam tekst, w którym autor dworuje sobie z wyjazdów do płonącego śmietnika na przystanku tramwajowym. Mam nieodparte wrażenie, że szeregi podchorążych SGSP składają się wyłącznie z osób, które już dziś noszą w plecakach generalskie buławy. Któż z nich by sobie zaprzątał głowę takimi drobiazgami jak palący się śmietnik? Łaskawie przypominam szanownym generałom na dorobku, że niestety tak jest ustawiona droga kariery zawodowej, że nim osiągnie się szczyty decyzyjne (stanowiska komendanckie) trzeba przejść drogę kariery zawodowej zaczynając od podstawowych zadań i stanowisk. Wraz z podnoszeniem kwalifikacji zawodowych oraz zdobywanym doświadczeniem istnieje możliwość awansu na wyższe stanowiska służbowe jednak należy pamiętać, że nikt nie rodzi się komendantem ani też dowódcą. Dla wielu z oficerów stanowiska te na zawsze pozostaną jedynie w zakresie marzeń.
Kochani, zalecam Wam troszkę cierpliwości i wytrwałości zarówno w nauce jak i służbie. Przestańcie narzekać, ale walczcie o swoje racje (tylko rozsądnie!). A marzenia...pamiętajcie, że one przecież czasami się spełniają...
Z poważaniem
mgr Aleksandra Kabala
Rzecznik Prasowy Komendanta-Rektora
Szkoły Głównej Służby Pożarniczej
