Powrót


Pożarek :: gazetka studentów SGSP
"Pożarek"
numer 9



Na praktykach za oceanem

Wspomnienia z wakacyjnych wojaży

Kończąc trzeci rok studiów na wydziale IBC postanowiliśmy w jakiś ciekawszy sposób i bardziej dochodowy niż do tej pory spędzić zbliżające się wakacje. Skorzystaliśmy z bardzo popularnych ostatnio ofert biur studenckich dotyczących programów prac w USA. Kiedy już wiedzieliśmy na 80%, że wyjedziemy do Stanów i znaliśmy miejsce naszego przyszłego pobytu wpadliśmy na pomysł zorganizowania sobie tam praktyk zawodowych.
Jako że na naszym wydziale jest obowiązek odbycia praktyk zawodowych we wrześniu, po szóstym semestrze, a wiza studencka, którą mieliśmy otrzymać pozwalała nam na pobyt w USA do końca października, stwierdziliśmy, że dozwolony okres pracy możemy sobie skrócić i przeznaczyć ten czas na praktyki. Tak też zrobiliśmy i ostatnie 3 tygodnie pobytu w Stanach spędziliśmy poznając tajniki amerykańskiego systemu zarządzania kryzysowego.

Na pewno wiele osób chciałoby wiedzieć jak te praktyki załatwiliśmy? Droga do zrealizowania naszego marzenia nie była zbyt skomplikowana. Można też rzec, że potrzeba było trochę szczęścia, które wyjątkowo nam wtedy sprzyjało, dobrej znajomości języka angielskiego oraz... odwagi. Pierwsze miejsce praktyk w stanie Pennsylvania załatwił nam pan Gene Carlson, który jest bardzo częstym gościem naszej Szkoły i którego wykłady miałam przyjemność tłumaczyć będąc na drugim roku studiów. Podczas tego tłumaczenia wszyscy (studenci - tłumacze) dostali jego wizytówkę, ja także. Nie sądziłam jednak, że kiedyś mi się ona przyda, ale jednak...przydała się. Napisaliśmy do pana Carlsona e-maila, z prośbą o załatwienie praktyk. Pan Carlson, który jest zaprzyjaźniony z nasza Szkołą i który od lat chciał coś dla niej i jej studentów zdziałać, stanął na wysokości zadania i załatwił nam praktyki, początkowo 4-tygodniowe, w York City Department of Emergency Services, co jest amerykańskim odpowiednikiem polskiego powiatowego Wydziału Zarządzania Kryzysowego. W kolejnych e-mailach do pana Carlsona poprosiliśmy go o załatwienie jak najtańszego miejsca zamieszkania, na co on w odpowiedzi zaoferował nam swoje mieszkanie i swoją gościnność.

Drugie miejsce praktyk załatwiliśmy sobie sami, jednak pomysłodawcą tego "przedsięwzięcia" był dr E.Roguski. To on podczas rozmowy dotyczącej ewentualnych praktyk w USA podsunął nam pomysł napisania e-maila do któregoś z oddziałów amerykańskiej Federalnej Agencji Zarządzania Kryzysowego (Federal Emergency Management Agency - FEMA) z prośbą o praktyki. Jako że mieliśmy pracować koło Bostonu, napisaliśmy do dyrektora Regionu I (dla niewtajemniczonych, FEMA podzielona jest na 10 REGIONÓW (oddziałów) z których każdy obejmuje 5 stanów), na którego namiary wzięliśmy ze strony internetowej FEMA'y. Po raz kolejny drogą elektroniczną przedstawiliśmy się, opisaliśmy nasz wydział i poprosiliśmy o możliwość odbycia praktyk. Zaoferowano nam 2 tygodnie w Bostonie jednak zakwaterowanie musieliśmy pokryć z własnych pieniędzy. Drogą elektroniczna przesłano nam również rozkład naszych codziennych zajęć, które przedstawiliśmy dr Roguskiemu i komendantowi Wolaninowi z prośbą o zaakceptowanie zmiany miejsca praktyk z warszawskiego Biura Bezpieczeństwa na amerykańską Pennsylvanię i Boston. Jednak w trakcie pobytu w Stanach zmieniliśmy miejsce naszego pobytu, co wiązało się ze zmianą regionu FEMA'y. Jako że pracowaliśmy w okolicach Chicago i mieliśmy możliwość bezpłatnego zamieszkania na okres praktyk w tym regionie, poprosiliśmy region V w Chicago o przeprowadzenie podobnych do Bostonu praktyk. Kolejny raz wszystko ułożyło się po naszej myśli i praktyki z Bostonu zostały przeniesione do Chicago. Jednak, w przeciwieństwie do Bostonu, zaoferowano nam tam tylko tydzień praktykowania. Uzgodniliśmy więc zarówno z panem Carlsonem jak i z regionem V FEMA'y terminy praktyk i 26.09.2003 (piątek) wyjechaliśmy do Pennsylvanii tak, aby w poniedziałek o 8 rano stawić się w York City Department of Emergency Services i zacząć nasza przygodę. W Wydziale Zarządzania Kryzysowego Miasta York podczas naszego tam pobytu pracowało 7 osób. Każda z nich przyjęła nas bardzo serdecznie próbując ze wszystkich sił podzielić się z nami swoją wiedzą. Dom pana Carlsona mieścił się około 7 mil od miejsca naszych praktyk, na miejsce dowoziła nas codziennie na godz. 8:30 jego żona, a powrót zapewniał nam któryś z pracowników Wydziału. Każdego dnia zabierali nas w inne miejsce na lunch, chcąc pokazać nam "kulinarny" charakter Pennsylvanii. Uczestniczyliśmy we wszystkich spotkaniach i ważniejszych wydarzeniach. Braliśmy udział w ćwiczeniach polowych zgrywających wszystkie służby ratownicze i gminne centra reagowania na terenie York Country (tak jakby powiatu York). Pomagaliśmy zarówno w przygotowaniach do tych ćwiczeń jak i braliśmy czynny w nich udział (Tomek grał jedną z ofiar symulowanego wypadku z udziałem substancji chemicznych w fabryce pestycydów. Mieliśmy nawet swoje pięć minut w telewizji regionalnej, gdyż zostaliśmy przedstawieni lokalnym przedstawicielom administracji publicznej, co zostało sfilmowane. Odwiedziliśmy również, między innymi, stanową Agencję Zarządzania Kryzysowego Pensylwanii (- PEMA), elektrownię nuklearną Peach Bottom (mimo tego, że wstęp na jej teren po 11.09.2001 mają tylko autoryzowane osoby), szkołę dla strażaków - ochotników w Emigsville (każdy ochotnik musi przejść szkolenie w postaci 86 godzin wykładów i ćwiczeń w terenie), ochotniczą jednostkę Straży Pożarnej w miasteczku New Freedom i jeszcze wiele innych ciekawych miejsc. W czasie wolnym od pracy rozrywkę zapewniał nam pan Carlson, który pokazał nam wiele wartych zobaczenia miejsc takich jak: tereny zamieszkałe przez "amish people" (społeczność, która nie uznaje postępu technicznego i żyje prawie jak w XIX w - bez prądu, samochodów, bazując na własnych wyrobach, miasto Gettysburg (tam miała miejsce największa bitwa wojny Północ - Południe), Washington a w nim Biały Dom, Muzeum Kultury Amerykańskiej, Muzeum Przestrzeni Powietrznej, Washington Memorial (pomnik w postaci budynku poświęconego pamięci Washingotna), Jefferson Memorial, PENTAGON.

Wyjeżdżając 11 października (sobota) do Chicago było nam naprawdę szkoda, że to już koniec ... jednak przed nami było kolejne wyzwanie - już w poniedziałek zaczynaliśmy praktyki w Chicago w rządowym oddziale FEMA'y.

W FEMA'ie było trochę inaczej, przede wszystkim było bardziej oficjalnie (w końcu to szczebel rządowy, hehehe) no i nie spędzaliśmy tyle czasu w "terenie". Jako że FEMA to potężna organizacja, a my mieliśmy tylko tydzień czasu na zapoznanie się z działaniem jej poszczególnych oddziałów i ważniejszych programów przez nią nadzorowanych, praktyki w Chicago polegały na tym, że spotykaliśmy się z poszczególnymi osobami odpowiedzialnymi za poszczególne programy i projekty i one opowiadały nam o tym, na czym znają się najlepiej dzieląc się przy okazji wszelkiego rodzaju materiałami (jedna z dwóch walizek przywiezionych "nadprogramowo" ze Stanów była cała wypełniona materiałami). My też zostaliśmy poproszeni o podzielenie się wiedzą uzyskaną w czasie studiów i przeprowadziliśmy prezentację dla pracowników FEMA'y na temat zarządzania kryzysowego w Polsce. Jeżeli chodzi o zajęcia "w terenie" to zwiedziliśmy całą chicagowską FEMA'ę, odwiedziliśmy Akademię Straży Pożarnej Chicago, a także ostatniego dnia (piątek) mieliśmy okazję zobaczyć jak wygląda reagowanie SP w Chicago - w budynku rządowym, gdzie na 6 piętrze znajduje się FEMA, miał miejsce mały pożar. Bruce Pfaff, który oprowadzał nas po oddziale Reagowania i Odbudowy, był tak uprzejmy, że załatwił nam nawet w drodze powrotnej do Polski nocleg w Bostonie i zwiedzanie go razem z jednym z jego kolegów "po fachu". Dzięki temu, przed wylotem do Warszawy zwiedziliśmy Boston, miejską jednostkę SP a także SP na lotnisku LOGAN BOSTON AIRPORT, z którego potem odlatywaliśmy do Monachium, a potem do Warszawy.

Podczas praktyk zrobiliśmy ponad setkę zdjęć, jednak na łamach Pożarka dzielimy się z Wami, naszym zdaniem, najciekawszymi. Jeżeli chodzi o wnioski z pobytu i praktyk w Stanach to, poza faktem, że ma się super wspomnienia i dużo nowych znajomych, można napisać, że:

  • Wiedza, którą zdobywamy w SGSP jest bardzo aktualna. Często podczas praktyk, zarówno w Pennsylvanii jak i w Chicago, osoby, z którymi się spotykaliśmy próbowały nam wyjaśniać i tłumaczyć niektóre aspekty zarządzania kryzysowego, które my doskonale znaliśmy i wiedzieliśmy, o co w tym wszystkim chodzi. Nieraz byli zaskoczeni, że my aż tyle wiemy!
  • Warto było zobaczyć, że to, czego się uczymy, to nie tylko "mrzonki", wiedza teoretyczna nie posiadająca zastosowania w rzeczywistości. Faktem jest, że na zastosowanie i wprowadzenie tych wszystkich rzeczy, o których dowiedzieliśmy się podczas ponad 3-letniej edukacji, potrzeba pieniędzy, to jednak one naprawdę istnieją i działają.
  • Fajnie, zwłaszcza teraz, kiedy ruszamy w Polskę do pracy, było również zobaczyć zapał ludzi pracujących zarówno w Chicago jak i w Pennsylvanii. Oni po prostu pasjonowali się zarządzaniem kryzysowym, nawet podczas przerwy na papierosa czy na lunch mówili nie o życiu osobistym czy innych bzdetach, lecz o pracy!!! Według nas oznacza to, że to czego się tyle czasu uczymy, ma sens, może być pasjonujące i sprawiać przyjemność, a przecież w dzisiejszych czasach dostać pracę i to taką, która cieszy, jest naprawdę ciężko.
  • Oczywistym jest również fakt, że znajomość języka angielskiego znaczenie się nam poprawiła, zwłaszcza języka zawodowego, związanego z naszą specjalnością. To kolejna niewymierna, a jakże istotna korzyść, w dzisiejszych czasach niezbędna na rynku pracy.

To tyle, jeżeli chodzi o praktyki w USA.

Pozdrowionka dla wszystkich :

Kasia Kaczmarek,
Tomek Hasior
studenci IV WIBC



Do góry






















     Pobierz Firefoksa teraz i podpal sieć!